Paradoksy!
Czasem lubię sobie przeczytać moje wcześniejsze wpisy i poszukać w nich siebie sprzed jakiegoś czasu. Bardzo fajne narzędzie, by uzmysławiać sobie „skąd przychodzę” oraz, pośrednio, „dokąd zmierzam”. Dziś też tak zrobiłem. I co?
Czasem lubię sobie przeczytać moje wcześniejsze wpisy i poszukać w nich siebie sprzed jakiegoś czasu. Bardzo fajne narzędzie, by uzmysławiać sobie „skąd przychodzę” oraz, pośrednio, „dokąd zmierzam”. Dziś też tak zrobiłem. I co?
Kurcze pieczone. Temat przemijania strasznie mocno siedzi mi w głowie. Nie mam jakichś wielkich insajtów w tym momencie (edit: pod koniec pisania wątku jednak coś się okazało:)) – może po prostu muszę to z siebie wyrzucić?
Ostatnio byłem z prezentacją u Klienta – w piątkowe popołudnie. W poniedziałek rano dowiedziałem się, że kilka godzin po naszym spotkaniu osoba, z którą rozmawiałem, zmarła. Miał 33 lata, zostawił po sobie rodzinę.
… i jakoś nie chce mi się. Naprawdę. Czuję się zmęczony wyzwaniami i mam wrażenie, że ze wszystkich stron jestem atakowany potrzebą podejmowania nowych. A może tak mi się wydaje? Może to moja kompulsja ciągłego zapychania czasu kolejnymi celami zaczęła się powoli wypalać?
Mój syn mnie zaskoczył. Bardzo chciał dać mi prezent na urodziny. Mówił o tym już od wczoraj. Dziś rano wstał wcześnie i przybiegł do mojego łóżka. Podarował mi… miseczkę, a w niej 86 groszy wydłubane ze skarbonki. Wzruszyłem się niesamowicie, naprawdę. To na pewno będzie jedna z tych historii, które mu przypomnę, jak już będzie duży.
Tak mi się wydaje. Do historii opowiedzianej w poprzednim wpisie dorzucam kolejną, zasłyszaną w audycji radiowej kilka dni temu.
Bardzo lubię słuchać radia podczas jazdy samochodem. Lecz nie jakiejś tam muzyki, tylko rozmów i wszelkiej maści audycji „gadanych”. A gdy jestem w dłuższej trasie, dochodzi temat poznawania lokalnych społeczności, co także sprawia mi niesamowitą frajdę. Tyle tytułem wstępu.
Trudny to jest temat, nie wiem, czy gryzę go z dobrej strony… Na pewno słyszeliście o poczuciu własnej wartości. Wydaje się ono być ze wszech miar pozytywnym zjawiskiem. Tak na pseudonaukowe oko, osoba o wysokim poczuciu własnej wartości cechuje się dobrą jakością życia, spokojem, opanowaniem oraz czymś, co można nazwać charyzmą (taki stereotyp siedzi przynajmniej w mojej głowie). Ale tak ma tylko część ludzi. Następna grupa cechuje się umiarkowanym poczuciem własnej wartości (jest ich najwięcej, jeżeli wierzyć w rozkład normalny). No i są osoby mające nikłe lub żadne poczucie własnej wartości.
Żyć z poczuciem małej wartości swojej osoby – to, według mnie, trudne.
Niby już o tym pisałem we wpisie „Twoje emocje są w Tobie”. Ale chyba nie zaszkodzi trochę więcej postrzępić języka. Szczególnie, że minęło już trochę czasu, ja już trochę „minąłem” i mam jakieś tam dodatkowe spostrzeżenia.
Jakiś czas temu zmieniłem podtytuł bloga: „… bo ciekawość to pierwszy stopień do szczęścia” został zastąpiony przez „… prawdopodobnie pierwszy blog o nie-rozwoju”. Po tym, jak temat nieco się odleżał, postanowiłem zmianę trochę wytłumaczyć. Wpis ten pisałem rekordowo długo. A to dlatego, że chciałem wyrazić się maksymalnie precyzyjnie i odpowiednio.